Creme brulee

On 27 listopada 2011 by a dupa rośnie

 

To był długo wyczekiwany dzień. Nadszedł piątek. Ulubiony dzień tygodnia… A po południu, zamiast odpoczywać jak każdy normalny człowiek, trzeba było chatę posprzątać, bo był lekki ‚nieogar’.  Spodziewaliśmy się gości z Głogowa- mojej mamy i jej 2 sióstr i chcieliśmy je jak najlepiej przyjąć. Miał być bowiem babski wieczór (z Tomkiem w drugim pokoju:-).

 

No i się zaczęło… 🙂 Kobiety wpadły z wielkimi torbami i super humorami.. A co było w tych torbach?: Między innymi firanki i zasłonki do przymiarki. Mieszkamy już bowiem kilka lat w naszym mieszkaniu, ale jest jeszcze nie do końca urządzone, więc staramy je się teraz nieco ‚ocieplić’. No i kobiety przyjechały ze swoimi pomysłami. A było  w czym wybierać….

Kuchnia od razu nabrała uroku. Parę pierdół trzeba jeszcze dokupić, ale jest już na naszym oknie nieco sympatyczniej. Jest klimatyczna lampka, słoiki z makaronem, ziółka, kwiatki, zasłonki…

 

Żeby umilić nam nam nieco czas, na stół wjechał prawdziwy król deserów- creme brulee. Nie mam co prawda pojęcia jak powinien oryginalnie smakować, ale wydaje mi się, że to co wyprodukowałam było równie dobre…:

 

Składniki na 5 deserów:

  • 500 ml wysokoprocentowej śmietany kremówki 36%
  • 6 żółtek
  • 1/3 szklanki białego cukru
  • laska wanilii
  • brązowy cukier (ok. 1 łyżki na deser)
  • listki mięty do ozdoby i pożarcia

Miałam w sumie 3 podejścia do tego deseru. Pierwsze dwa były pyszne, ale ‚to było nie to’. W końcu skorzystałam z przepisu Kwestii Smaku i od razu wyszło tak jak ma być!

 

W garnku należy podgotować śmietanę z cukrem i ziarnami laski wanilii. Trzeba przy tym uważać, żeby nie przypalić mikstury, bo później można się lekko zdziwić… (Tak, tak… przyjarałam nieco śmietankę, ale na szczęście delikatnie i nikt nic nie wyczuł:-) Przepuściłam ją przez sitko i nie było nic widać;p ) Śmietanę odstawiamy na chwilę do ostudzenia.

Piekarnik rozgrzewamy do 120 stopni z termoobiegiem.

Żółtka należy delikatnie ubić z białym cukrem. Nie można ubić za bardzo, bo w trakcie pieczenia masa wypłynie nam z foremek i będzie sernik, a nie wykwintny deser (tak zrobiłam podczas drugiej próby). Następnie stopniowo trzeba dodawać śmietankę i delikatnie mieszać. Przelać miksturę przez sitko i wlać do foremek.

Deser wstawić na 40 minut, a potem zwiększyć ciut temperaturę i piec jeszcze 5 minut.

Creme brulee odstawić do ostudzenia, a potem schować na całą noc do lodówki… .

Przed podaniem posypać każdy deser brązowym cukrem i przypalić go palnikiem. Ja najpierw podpiekam jedną warstwę, a potem dosypywałam jeszcze odrobinę cukru…:-) (Ponoć w przypadku braku palnika można na chwilę wstawić foremki do piekarnika i ustawić funkcję grill. Nie wiem, nie próbowałam).

Creme brulee udekorować listkami mięty (o których przypomniałam sobie w ostatniej chwili:-)

Kasia

2 komentarze to “Creme brulee”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczane na tym blogu są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Dz. U 1994 nr 24 poz.83
  • Kategorie