Paszteciki z łososiem

On 25 lutego 2012 by a dupa rośnie

 

Zbliżamy się do nieuniknionego.

Jutro ostatni dzień ferii:-(

Będzie bolało.

 

Generalnie nie ma jednak co narzekać, bo ferie były całkiem spoko. Jedyne w swoim rodzaju. Całe dwa tygodnie siedzieliśmy w domu, za wyjątkiem krótkiego pobytu w Toruniu i u rodziców.

Nie wydarzyło się jednak nic godnego opisania na Dupie.

Wstawaliśmy raz wcześnie, raz późno. Na śniadania zjadaliśmy resztki z poprzedniego dnia… Był też taki dzień, w którym musieliśmy zjeść wszystko z lodówki i zamrażarki, bo zrobiliśmy sobie Kuchenne Rewolucje i trza ją było porządnie rozlodzić. Z mrożonek zrobiliśmy wówczas zupę krem z dyni, a dzisiaj będziemy robić pierogi ze szpinakiem i ricottą. Oprócz szpinaku i dyni nie mieliśmy nic konkretnego w lodówce (resztki farszu ze świątecznych uszek nie liczę:-)

Generalnie każdy dzień był do siebie podobny.  Komputer, telewizor i piekarnik chodziły na pełnych obrotach. Jak nie oglądałam programów kulinarnych, to szukałam ciekawych przepisów w internecie i tak w kółko. Aż w końcu wczoraj powiedziałam „DOŚĆ”. Mam już DOŚĆ patrzenia na jedzenie!” Po czym Tomek dodał: „hmm.. zjadłbym pizzę„. No i zrobiliśmy. W końcu była pora kolacji. Eh;p

Jeśli chodzi o imprezy…No.. Było kilka skromnych, ale godną zapamiętania jest ta, która odbyła się w ostatki. Był wtorek. Szykując się na balety, włączyliśmy sobie na chwilę muzykę na kompie. A tu nagle o godzinie 21.31, dzwoni sąsiad kochany, że mamy natychmiast ściszyć tą muzykę, bo im przeszkadzamy w kontemplowaniu ciszy.  No ja pierdzielę!!!!!  (Po tym telefonie zaczęliśmy się powoli zastanawiać nad kupnem domku. Gdzieś daleko. Gdzie nie ma sąsiadów). Wyszlismy wkurzeni z domu, spotkaliśmy się ze znajomymi, włazimy do baru (i tu chciałabym przypomnieć, że Zielona Góra jest miastem studenckim), a tu 4 osoby!!!!!!!!! I co z tego, że fajne rockowe hiciory leciały, jak ludu nie było!!!!! Wyszliśmy. Poszliśmy do innej ‚popularnej’ u nas knajpy. Było 20 osób. Ubaw po pachy;p Imprezę zakończyliśmy w Mc Donaldzie.

I jakby nie patrzeć, rozleniwiliśmy się nieco. No dobra… bardziej niż nieco. Ten przepis zrobiłam jakiś miesiąc temu i jakoś nie miałam weny, żeby go jakoś ładnie tu wkomponować. Teraz nadeszło jego 5 minut:-) Paszteciki są najlepsze na spotkanie ze znajomymi lub wieczorną przegryzkę.

Składniki:

  • opakowanie ciasta francuskiego
  • 200 g plastrów wędzonego łososia (ale im więcej tym lepiej)
  • 200 g twarożku
  • 3 łyżki śmietany 18%
  • sok wyciśnięty z połowy cytryny
  • roztrzepane jajo
  • 1 łyżka ostrej musztardy
  • suszone zioła: bazylia, estragon
  • sól, pieprz

 

Ciasto rozwałkować i podzielić na kwadraty. Rozgrzać piekarnik do 200 stopni.

Twarożek, sok z cytryny, śmietanę i musztardę zmiksować w blenderze, doprawić solą i pieprzem.

Na każdy kwadrat układać po kawałku łososia i odrobinę sosu. Brzegi kwadratów smyrnąć jajkiem, co by się trzymało. Kwadraty z farszem złożyć na pół i zlepić.

Piec przez około 13 minut, do zrumienienia.

Podawać z sosem.

Przepis pochodzi z książki „Kuchnia polska. 1000 przepisów”

Kasia

2 komentarze to “Paszteciki z łososiem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczane na tym blogu są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Dz. U 1994 nr 24 poz.83
  • Kategorie