Warsztaty ‚French Macarons’ w Look&Cook

Makaroniki jadłam kilka razy. Za każdym razem zastanawiałam się, co jest w nich fajnego i skąd taki szał na ich punkcie.

Bo mi nie smakowały… .

I wtedy nadarzyła się okazja wzięcia udziału w warsztatach cukierniczych organizowanych w Look&Cook w Zielonej Górze. Warsztaty miały być prowadzone przez Magdalenę Jarętowską (Znowu jej się upiekło), która sztuki makaronowania nauczyła się we Francji. Po prostu musiałam wziąć udział w tym spotkaniu!

Warsztaty rozpoczęły się od części teoretycznej. Dowiedzieliśmy się z jakich produktów najlepiej jest robić makaroniki oraz gdzie je kupować (p.s. z cukru z Lidl’a makaroniki nie wychodzą:-); jak przygotowywać migdały, gdy nie mamy pod ręką mąki migdałowej (migdały mają być zblanszowane, nieprażone) oraz na co zwracać uwagę podczas pieczenia. Ponadto, Magda omówiła krok po kroku przepis, według którego mieliśmy sami potem przygotowywać te maleńkie cudeńka… .

Podejrzewam, że u niektórych uczestników pojawiła się wtedy czarna myśl: ‚to mi się nie uda…’;p

Zostaliśmy podzieleni na pary i zabraliśmy się do roboty. Moją drugą połówką została Kinga, z którą bardzo dobrze mi się pracowało.

Teoretycznie wiedziałyśmy od czego zacząć, ale o chociażby mały błąd nie było trudno. Robienie makaroników wymaga bowiem używania składników idealnie z podaną gramaturą. I już na samym początku wpadło nam za dużo białka, więc trzeba było ratować sytuację. Spektakularnych wpadek zaliczyłyśmy jeszcze kilka… . Pojawiły się lekkie obawy, że dałyśmy lekko ciała, ale na szczęście humory dopisywały i wiedziałyśmy, że tak czy siak- makaroniki zjemy:D

Sam proces wypiekania makaroników był chyba najbardziej stresujący. Co chwilę podchodziliśmy do piekarnika i obserwowaliśmy jak rosną nasze ciasteczka. (I czy w ogóle?:-)

Nadeszła chwila prawdy… .

Nad każdą blachą Magda poświęcała kilka chwil mówiąc i tłumacząc dlaczego makaroniki wyszły tak, a nie inaczej. Każda choćby minimalna zmiana w wyglądzie makaronika mogła być spowodowana innym czynnikiem. Był to moment bardzo ciekawy oraz pouczający. Byłyśmy z Kingą bardzo (ale to bardzo) zadowolone z naszych małych wypieków, chociaż ciut żałowałyśmy, że makaroniki nie wyszły  intensywnie fioletowe- tylko taki bardziej popielate (dałyśmy za mało barwnika).

Następnie zabraliśmy się za parowanie makaroników (czyli dobieranie w pary pod względem kształtu) i przekładanie ich masą czekoladową- nasza para przygotowała ganache czekoladowy z czarną porzeczką. Inne pary zrobiły biały ganache z marakują oraz ciemny z miętą. Wszystkie wyszły obłędnie pyszne!!!

Ku naszemu zaskoczeniu, okazało się, że makaroniki tego dnia (a dokładniej wieczoru), były jeszcze ‚niezdatne do spożycia’ i musiały odstać swoje w lodówce… . I to chyba była (mimo wszystko) najtrudniejsza część warsztatów:-) (Ale za to jakie śniadanie było pyszne!!!!!)

Po tym wieczorze wiem jedno- wszystko jest możliwe i nie ma co się bać niektórych przepisów.

Ponadto już rozumiem, na czym polega miłość do makaroników:-)

p.s. Tych prawdziwych oczywiście!;p

 

 

 

 

 

Comments are closed.

  • Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczane na tym blogu są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Dz. U 1994 nr 24 poz.83
  • Kategorie