WARSZTATY KULINARNE W HOTELU DANA

  • I SPOTKANIE (29.04.2012)

Tego dnia odbyły się warsztaty kulinarne w hotelu DANA Zielonej Górze. Spotkanie to miało charakter pokazowy i miało na celu zaprezentowanie nowych smaków. Nie wiem jak oni to zrobili, ale kupili mnie całkowicie! Wyszłam z tego spotkania oszołomiona, zadowolona i z poczuciem, że niestety ale tak naprawdę to kompletnie nie wiem nic o kuchni… Mam nadzieję, że kolejne warsztaty (tym razem już płatne) pozwolą mi na  poznanie kilku kulinarnych sekretów.

Zajęcia te były prowadzone przez 2 kucharzy pracujących w tym hotelu. Na spotkaniu było ok 30-40 osób. Wszystko było bardzo fajnie i profesjonalnie przygotowane. Kucharze razem z 2 paniami chętnymi do pomocy, pokazywali nam krok po kroku jak przyrządzić kilka smacznych dań. (Nie obyło się oczywiście bez małej reklamy Thermomixa i pakowarki próżniowej, którą jestem oczarowana!:-)

Na pierwszy ogień poszedł kurczak w ziołach.

Kurczaka zapakowano próżniowo z ziołami, czosnkiem i oliwą. A następnie mięcho (wraz z tym workiem) wrzucono do ugotowanej wody. Kurczak leżał tam jakieś 20 minut i się gotował (a gaz był wyłączony!) Mięsko było niesamowicie aromatyczne (bo wszystkie zapachy wlazły do niego dzięki temu odessanemu woreczkowi) i mega delikatne!

Kurczak był podany z salsą z czerwonej cebuli oraz z puree z pietruszki i ziemniaków. Niesamowitą sprawą było wyprodukowanie tego puree. Pan Kucharz użył do tego… syfonu! Najpierw ugotował warzywa i zmiksował je z duuuużą ilością oliwy, a następnie ‚przepuścił’ go przez syfon. Dzięki temu otrzymał delikatną piankę. Pianka, pomimo bardzo ciekawej konsystencji,  niezbyt mnie powaliła, i moim zdaniem przyćmił ją kurczak i salsa.

Następnie dowiedziałam się w jaki sposób można samemu zrobić kawior:-) tj. kawior z octu balsamicznego! Najpierw należy podgotować ocet balsamiczny i dodać do niego niewielką ilość agaru. Otrzymaną substancję należy wstrzyknąć do małej strzykawki i DELIKATNIE, po kropelce wyciskać ocet do schłodzonego oleju. Po chwili kawior można wyciągać sitkiem.

Kawior ten był zaledwie dodatkiem do dania głównego- carpaccio z polędwicy. A śmiem przypomnieć, że tego typu mięso podaje się… na surowo:-) Polędwicę należy zapakować próżniowo z bazylią, pietruszką i rukolą i odstawić na 2 dni do lodówki. My oczywiście nie czekaliśmy tyle czasu, bo kucharz miał już przygotowane dwudniowe mięsko.

Polędwicę należy pokroić na bardzo cienkie kawałki i dodatkowo spłaszczyć je nożem. Podawać je z kawiorem z octu balsamicznego oraz zmiksowaną oliwą truflową z agarem… . eh;p

A skoro mowa o surowym mięsie… Pojedliśmy sobie też tatarka;p (bo oczywiście wszystkie prezentowane potrawy były przez nas konsumowane). Zmieloną polędwicę połączono z ogórkiem konserwowym, pieczarkami w occie, cebulą, anchois i musztardą Dijon. Tatar był podany z…. pianką z wody po ogórkach, z odrobinką lecytyny… . (Piankę można zauważyć po lewej stronie na talerzu. To ta bielsza od białego talerza:-)

Mieliśmy też okazję spróbować gazpacho. Kiedyś próbowałam go zrobić w domu, ale wyszła mi zwykła pomidorówka podana na zimno. A to, co wyczarował Pan Kucharz było baaaardzo smaczne!

No i nadszedł czas na desery… .

Może zacznę od tego, który mi… nie smakował, a gwiazdę wieczoru zostawię na koniec:-)

Po raz pierwszy w życiu zjadłam, tzn. spróbowałam lodów bekonowych… matko jedyna!!! To nie była moja bajka… Za słone, za mięsne, bleee… i do tego ich wygląd mówi sam za siebie:

A teraz…. przed Państwem Najlepszy z Najlepszych Deserów pod Słońcem!!!!!!

Sorbet malinowy z porto skropiony olejem z pestek dyni. Tak proszę Państwa… z olejem!

To było coś tak pięknego i tak smacznego, że gęby nam opadły z wrażenia!!!

Już się nie mogę doczekać kolejnych warsztatów!

  • II SPOTKANIE (17.05.2012) „KUCHNIA WŁOSKA- MAKARONY”
Pierwszymi zajęciami byłam oczarowana i nie mogłam się doczekać kolejnych… Odliczałam te dni i odliczałam… I w końcu stało się! Grupa się zebrała i data została wyznaczona:-) Ale się ucieszyłam:-)
Jako, że mieszkam zaraz przy hotelu byłam prawie pierwsza;p – wyprzedziła mnie jedynie Pożeraczka, z którą będę uczestniczyła w tych spotkaniach- fajnie, że się razem dobrałyśmy – jak jedna pichciła- druga strzelała fotki.
Weszłyśmy na salę, gdzie miałyśmy wyznaczone stanowisko nr 4. Oprócz nas było jeszcze 12 osób (jeśli dobrze kojarzę).  Każde stanowisko było odpowiednio przygotowane- garnki, patelnie, nóż na spółkę;p i inne potrzebne duperele. Po raz pierwszy przygotowywałam potrawy na białym obrusie:-) – ciekawe doświadczenie:-)
Na stole leżała już rozpiska z przepisami, które miałyśmy tego dnia przygotowywać- na pierwszy rzut oka dania wydały się dość proste, ale i tak udało się nam je odrobinkę skaszanić;p hihi. (No w końcu się po coś na te warsztaty zapisałam:-)
Zanim przystąpiłyśmy do przygotowania potraw, musiałyśmy wszystko udokumentować:-), więc w ruch poszły aparaty, a nawet statyw! Byłyśmy w swoim żywiole!
Odziane w białe fartuszki, przystąpiłyśmy do działania: Na początek- Farfalle della casa, czyli jak się okazało- kokardki z łososiem w białym winie. Robiłam już kiedyś podobną potrawę i naprawdę za nią przepadam…
Pomimo tego, że miałyśmy podany przepis, brakowało nam… miarki. I odmierzałyśmy składniki na oko- na szczęście panowie Kucharze, dzielnie nam pomagali (wstyd przyznać, ale nie mamy zielonego pojęcia jak mają na imię…;-/).
Na szczęście nie wrzuciłyśmy całego makaronu, tylko część, więc byłyśmy w stanie pochłonąć całą porcję:-) Danie było przepyszne!!! Ale zaczęłyśmy się zastanawiać, w jaki sposób zmieścimy kolejne dania?!:-)  I wtedy pojawiły się… pudełeczka na wynos!
I winko do degustacji…:-))
Następnie zabrałyśmy się za drugie danie, które uważam za hit wieczoru nr 1- Gnocchi primavera- makaron ‚muszelki w sosie śmietankowym z bobem, szparagami i zielonym groszkiem (przepis pojawi się już wkrótce na Dupci- zakupiłam już prawie wszystkie potrzebne składniki).
To była istna rozkosz dla podniebienia!!! A początek przepisu był zaskakujący- trzeba było stostować pieprz- ale było przy tym kaszlenia;p
Kolejnym daniem, które zrobiłyśmy było Spaghetti aglio olio z szynką szwardzwaldzką– danie sympatyczne, acz ciut zbyt tłuste. I tu niestety udało nam się nieco danie spindolić- użyłyśmy złej oliwy- zamiast oliwy z wytłoczyn, dałyśmy extra virgin. Ale cichooo, nikt się nie skapnął;p
Na zakończenie, przygotowałyśmy jeszcze Penne w sosie z pomidorów, cukinii i podgrzybków… (hit nr 2). Pomimo tego, że jedynie ‚próbowałyśmy’ kolejnych potraw, nasze żołądki były już pełne szczęścia… 🙂
W trakcie przygotowania tego dania, dowiedziałyśmy się jednej ważnej, podstawowej rzeczy- surowe grzyby dodaje się na początku, a nie na końcu smażenia (naprawdę nie wiem, jak żeśmy tego dokonały, hihi:-)
Z wypiekami na twarzy i z dodatkowym kilogramem, wróciłyśmy szczęśliwe do domu!
  • III SPOTKANIE (24.05.2012) „KUCHNIA WŁOSKA”
Dzisiejsze spotkanie odbyło się w nieco większym gronie, na innej sali. Ku naszej radości, ponieważ światło było o niebo lepsze, a do tego uwaga uwaga…było rozproszone:-) Także śmigałyśmy ostro z Pożeraczką aparatami.
Zanim jednak kurs się rozpoczął, podszedł do nas pan Kelner i wręczył nam vouchery do Strefy Saun i na basen, w zamian za naszą niewielką współpracę z hotelem (wysłałyśmy im swoje zdjęcia z warsztatów). Interes się kręci;p DZIĘKUJEMY!
Tego dnia byłyśmy już nieco bardziej ośmielone, tym bardziej, że znowu polewano nam winko….mmm…kocham takie kursy!:-)
Na początku przygotowałyśmy bruschettę. Bułkę stostowałyśmy i podałyśmy ją z pomidorami, bazylią, czosnkiem, oliwą i octem balsamicznym. Danie mega proste w przygotowaniu, a do tego powalające w smaku. Strasznie nam to smakowało!
Risotto było kolejnym daniem za które chętnie się zabrałyśmy. Bardzo lubimy ten sposób podawania ryżu, ale musimy się przyznać, że miał pan rację, panie Rafale (Szef Kuchni, przyp. red.)- chlusnęłyśmy za dużo tego wina;p, przez co danie było kwaskowate… ale to co… i tak wszamyłyśmy wszystko z apetytem.
Risotto było zaserwowane na szpinaku (przesmażonym na maśle z czosnkiem).
Ostatnim daniem tego wieczoru było Saltimbocca alla Romana. (Do tej pory próbuję zapamiętać ta nazwę,hihi). W skrócie: jest to kotlet duszony w białym winie z liśćmi szałwii i plasterkiem szynki parmeńskiej… . I wszystko byłoby pięknie ładne, gdybyśmy dania nie przesoliły;p (tzn.hmm…ja nie wiem jak to powiedzieć, ale ja tego nie soliłam;p) grunt, że i tak danie wyszło bardzo pyszne i wkrótce powtórzę je w domu! A do tego ten sposób smażenia i podania…cud, miód i orzeszki!
                                                                             p.s. tak wygląda to danie jeszcze przed usmażeniem
Na koniec został nam wręczony deser Tiramisu. No i powiem tak… jakoś nas nie powaliło… . Sam krem, bez kawy i w ogóle był jakiś taki kremowy… . Bardzo kremowy… . Nie moja bajka. Ten deser był przygotowywany w trakcie kiedy my przyrządzałyśmy swoje dania. Robiły go panie pod okiem pana Kucharza, w Thermomixie. I nie wiem czemu, ale ta maszyna jakoś mnie nie zachwyca… . Jak coś ubija to się telepie, jest głośna i do tego jakoś tak strasznie dłuuuuugo to wszystko robi… I mówiąc szczerze, kiedy porównuję ją do mojego KitchenAida, to Thermomix wysiada… . No nie wiem… tak to widzę… .
  • IV SPOTKANIE (31.05.2012) „KUCHNIA AZJATYCKA”
To był MÓJ wieczór! Wszystkie dania mi strasznie smakowały i zamierzam zrobić je wszystkie u siebie w domu, jak tylko czas pozwoli. Dania były rewelacyjne, aromatyczne, lekko pikantne…po prostu idealne, takie… moje;p Tego typu kuchnię chyba lubię najbardziej:-)
Pierwsze danie: sajgonki!!! Coś co kocham, uwielbiam i w ogóle jest WOW!!! Do tej pory robiłam już niezliczoną ilość razy sajgonki z krewetkami i groszkiem, których nigdy nie smażyłam… Tak, tak… możecie się śmiać, ale uwielbiam je również bez litra oleju;p
Ta wersja sajgonek była z łososiem, czerwoną papryką, kiełkami fasoli i makaronem ryżowym.
Poradziłyśmy sobie z tym daniem mega szybko, i wkrótce mogłyśmy się nimi delektować! Tylko nie wiedzieć czemu ciutkę nam się papierki rozdarły w trakcie smażenia (hmm…ktoś je nam przedziurawił?:-)
I w jakim byłyśmy mega wielkim szoku, jak zobaczyłyśmy, że inni ludzie jedli swoje sajgonki widelcem!!!!!!! Profanacja!!!!! To się je palcami!!!!!!!!!!!!!!!!!! Eh…;p
Następne danie/przystawkę uważam za mega hit wieczoru! Po raz pierwszy miałam do czynienia z ciastem spring roll, i byłyśmy Z Sylwią nim tak zachwycone, że pan Kucharz Rafał obiecał, że zamówi nam na następne zajęcia to ciasto:-))) (Szefie, trzymam Szefa za słowo:-)))
A jakie wrażenie zrobił na nas sos śliwkowy, który zrobiłyśmy do tych spring rollsów !!!!!!!!!! OOOOOO jaaaaaaaaaaaaa…. Niebo w gębie!!!! Cud, miód i orzeszki!!!!!
Kiedy już się porządnie najadłyśmy, przystąpiłyśmy do tworzenia kolejnego dzieła- Kurczaka po tajsku. Z Tajlandią mam same miłe wspomnienia, i uwielbiam wszystko co się wiąże z tym krajem… Dlatego ochoczo zabrałam się do roboty;p
Do kurczaka dodałyśmy m.in. cukinię, paprykę, trawę cytrynową, zieloną pastę curry i wszystko to się delikatnie udusiło w mleczku kokosowym…Mmmmmm……..(Tomi załapał się oczywiście na to danie, bo część wyprodukowanych potraw wynosimy -legalnie- z restauracji;p. I nie zdążyłam go uprzedzić, że w rogu pudełeczka była ta pasta, no i Tomi ją pochłonął jednym kęsem…Się chłop zdziwił:-)
A że kurczak pasuje do wszystkiego i w każdym daniu rewelacyjnie smakuje, na zakończenie przygotowałyśmy danie z pewnym makaronem… Nazwa tajemnicza, a wyglądał jak ten z ‚chińskich zupek’;p
Nie muszę chyba dodawać, że jedzonko wyszło rewelacyjne, ale cieszyłyśmy się z pudełek, bo nasze brzuchy odmówiły lekko posłuszeństwa;-) (p.s. jak tak dalej pójdzie, to faktycznie będę musiała poszerzać framugi w mieszkaniu;p
Tym razem niczego z Pożeraczką nie przesoliłyśmy, więc byłyśmy z siebie mega dumne!!! (Hm…może to dlatego, że ani razu nie użyłyśmy soli?:-)
  • V SPOTKANIE (14.06.2012) „KUCHNIA AMERYKAŃSKA”

Wchodzę do hotelu, a na samym progu stoi Pożeraczka i krzyczy: „patrz! patrz!” A tu nagle..na ekranie z reklamówkami hotelu, wyświetlają się MOJE zdjęcia z warsztatów!!!!!!!WOW!!!!! No, jakie wyróżnienie mnie spotkało!!!!Szok!!! I się gęba ucieszyła:-))))

Dzisiejsze warsztaty odbyły się pod hasłem „kuchnia amerykańska”. No i mały zonk, bo od razu sobie wyobraziłam spoconego Amerykańskiego grubasa w za małym podkoszulku, który w jednej ręce trzyma hamburgera a w drugiej pudło z lodami…:) Na szczęście jak się później okazało, niewiele wiedziałam o tejże kuchni, i dania były jak zwykle pyszne i do powtórzenia w domu (no, może oprócz sałatki z selerem, ale o tym za chwilę;p

Panowie Kucharze przygotowali dla nas tym razem małą ‚niespodziankę’. Nie dali nam wcześniej przepisów i nie miałyśmy zielonego pojęcia co po kolei robić… . I co chwilę się darłyśmy: „A co mamy teraz z robić…?”, „A to ma tak wyglądać….?” „A to coś w kosteczkę, czy w paseczki…?:-)) Eh, mam nadzieję , że następnym razem wrócimy do ściągawek- życie staje się wówczas łatwiejsze;p

Na początek przygotowaliśmy deser Banoffee Pie. O ja cię, pierniczę jakie to było zjawiskowe!!!!!!! Uwielbiam takie desery!!!! I do tego po raz pierwszy w życiu zrobiłam najprawdziwszy karmel- faaaaaajnie było;p Spód ciasta składał się z rozdziamdzianych herbatników z masłem i miodem i to wszystko było zalane karmelem zmieszanym ze śmietanką…Deser ten był przygotowywany w pierścieniach do deserów, które zawsze chciałam mieć (i całe szczęście, że ich wcześniej nie kupiłam bo pan Kucharz Łukasz podsunął pomysł z rurą z Castoramy;p)…

(p.s. domyślam się, że to zdjęcie nie powala, no ale cóż…:-)

 W trakcie gdy nasz deser się chłodził, zrobiłyśmy Sałatkę Cesarską…. Troszku się umęczyłyśmy, bo trzeba było żółtka ubić RĘCZNIE!!! Eh, kto w dzisiejszych czasach robi to ręcznie?hihi Pojęczałyśmy trochę, ale się udało. Sałatka była smaczna, chociaż bez parmezanu;p, hihi (I kurczę biję się z myślami, czy napisać to czy nie, ale…chyba… wolę… moją wersję tej sałatki;p Hihi Sorry, chłopaki- Nigella rządzi!!!:-)
Kolejna potrawa powaliła na kolana…Quesadilla (na Dupci jest bardzo podobny przepis pod nazwą burrito🙂 Danie przepyszne, a tortille meeeeega wielkie;p lubię takie! Przytaszczyłam kawałek do domu Tomkowi, no i kazał mi to danie jak najszybciej przygotować:)
(p.s.2, tak, wiem…kolejne ruszone zdjęcie. Na drugi raz zrobię tak jak Sylwia przykazała- przytaszczę ze sobą statyw…)

 No i na koniec zrobiliśmy sałatkę z selerem. A’la Waldorf. Z selerem. Wszystkie inne składniki jak najbardziej były spoko, no ale był tam też seler. Surowy seler. Seler naciowy. Bleeeeeeeeeee. No, nie dzierżę gościa! A fuuuuj. Seler! I leży u nas w lodówce ta sałatka i leży… . I chyba nikt się na nią nie skusi. A czemu? Bo jest tam pierdzielony seler! Moja mama z chęcią by ją zjadła, bo uwielbia surowy seler, ale my nie! (Jedynie w pasztecie był zarąbisty:).
  • VI SPOTKANIE (21.06.2012) „MIĘCHO

Ostatnio zaczęłyśmy z Sylwią odliczać ile jeszcze zajęć pozostało do końca..:-( Zostały jeszcze tylko 2 spotkania….A szkoda, bo bardzo się przyzwyczaiłyśmy do tych czwartkowych spotkań…

Na szczęście okazało się, że po wakacjach najprawdopodobniej będzie druga część warsztatów, w nieco innej formie i powiedzmy, że w prawie przystępnej cenie…  Więc kto wie…może znowu Danę nawiedzimy? hihi

Póki co cieszymy się tym co mamy:-)

Dziś rzucałyśmy mięchem;p I to razy trzy!

Najpierw usmażyłyśmy kurczaka w karmelu i sosie sojowym. O ja cię pierdzielę, jakie to było dobre!!!! Na szczęście umiemy już robić karmel, więc poszło nam całkiem sprawnie (no dobra… byłyśmy tym razem na szarym końcu bo, gaz się nam skończył w kuchence:-) No ale przecież, to nie wyścigi!!!;p

Następnie zabrałyśmy się za Boeuf bourguignon, czyli za wołowinę po francusku.

Zawsze chciałam spróbować tego dania, no bo przecież sama Julia Child tak się nim zachwycała! Z garnka ulatniał się cudowny aromat i z niecierpliwieniem czekałyśmy na efekt końcowy. Wołowina robiła się dosyć długo ( w międzyczasie przygotowywałyśmy jeszcze jedno danie) i robiłyśmy się coraz bardziej głodne;p I jakie było nasze rozczarowanie, kiedy okazało się, że pomimo baaaaaardzo długiego duszenia, mięso przypominało mojego ostatniego schaboszczaka (czyt. kapcia:-/). No tym razem danie nie wyszło…

A poza tym danie niestety jednak nam do końca nie podpasowało… . No się mówi trudno. Każdemu się nie dopasuje;p

Za to następne danie, które zrobiłyśmy okazało się czymś tak pysznym, tak wspaniałym i tak doskonałym, że ojej!!!! Panie Łukaszu- SZACUNECZEK i wielkie dzięki za przekazanie swojego super-tajnego przepisu!!!!

Na talerzu dostałyśmy jakieś masło, coś różowego i… strzykawkę;p

Okazało się, że to było MASŁO SZPIKOWE (w tym momencie nastąpiła lekka konsternacja…:) Kiedy mini szok minął, powąchałyśmy to Coś. O jeny jak to aromatycznie pachniało!!! wow!

A jeśli chodzi o to coś różowe, to było to nic innego jak puree z buraczków. Również rewelka!!!!

Przygotowanie dania zaczęłyśmy od… zamykania porów w polędwicy;p

Zaraz po tym jak mięso zostało upieczone w piekarniku, poszczególne kawałki nadziewałyśmy masłem szpikowym za pomocą strzykawki! Fajne zajęcie, polecam!

Wszystkie te zabiegi miały na celu jedno- stworzyć danie idealne!

I tak na zakończenie…

Skoro mam bloga, mam i moc. I mogę napisać to, na co mam ochotę:

Wkurza mnie jedno na tych warsztach- BRAK KULTURY niektórych jego uczestników:-/

Czy tak ciężko jest ogarnąć to swoje stanowisko zaraz po ukończonej pracy?? Ciężko jest poskładać wszystko do kupy, czy chociażby odwiesić pierdzielone fartuszki??

Normalnie masakra.

Chlew.

I tyle co miałam do powiedzenia.

no, może jeszcze jedno…

p.s. Naprawdę było Pani tak ciężko poczekać te 20 sekund na wydrukowanie przepisu? Eh…

ŻAL.pl!

  • VII SPOTKANIE (28.06.2012) „DANIA Z RYB”

Bardzo się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że na dzisiejszym spotkaniu będziemy mieli do czynienia z rybami. Rybki lubię, i to bardzo, ale w naszym domu pojawiają się raz na ruski rok. I to najczęściej w puszce;p

Na początku bawiliśmy się łososiem (no, łosoś raczej frajdy z tego nie miał:-). Wrzuciłyśmy go do woreczka razem z oliwą, czosnkiem, skórką pomarańczową i cytrynową oraz 1 goździkiem. Następnie łosoś został zapakowany próżniowo i wrzucony do ugotowanej wody (garnek już nie był na gazie). Ryba jakoś po 20 minutach doszła do siebie i była cudnie miękka i aromatyczna. A to, co widać na zdjęciu- takie białe i nieapetyczne, to białko, które wyciekło z rybki:-)

Następnie dostałyśmy pewną białą rybę… I cholerka znów zapomniałam jak się ta ryba nazywała!!?*&^^%& ;p

Trzeba było z tej rybki ściągnąć skórę- no i nawet, nawet nam wyszło;p Posiekałyśmy ją, dodałyśmy pewnych składników, ulepiłyśmy kotleciki (na drugi raz użyjemy również jajka, żeby nam się znowu nie rozpierdzieliły) i usmażyłyśmy. Bardzo, bardzo smakowały mi te kotlety i z pewnością zrobię je u siebie w domu.

Do kolejnego dania trzeba było odciąć głowę pstrąga, przeciąć wzdłuż kręgosłupa i wyjąć ości- całe szczęście, że ryba był martwa i bez flaków:-)

 I znów zaczęła się świetna zabawa: trzeba było z tych filetów, serka ziołowego i kapuchy zrobić gołąbki i zawiązać je sznurkiem- „stylem płotkowym”- Pożeraczka wzięła sprawy w swoje ręce i było po bólu! Gołąbek się podgotował i był super hiper pyszny.
 To danie było serwowane na soczewicy z choriso. I tu kurdele do końca tego nie rozumiem, bo ja bym  z tego zrobiła dwa osobne dania:) Soczewicę dostałyśmy już przygotowaną, a szkoda, bo chętnie sama bym ją zrobiła- no cóż.. trza zakasać rękawy, odziać się w fartuszek i samemu ją w domu zrobić, bo była bardzo, bardzo smaczna.

/to był pomysł pana Kubusia z tym talerzykiem:-) Danie od razu zaczęło lepiej wyglądać!/

/a to danie zostało wystylizowane przez pana Longera:-)/

p.s. Jest mi bardzo, bardzo miło, bo dowiedziałam się, że w hotelu czytają Dupcię. Chłopaki, dzięki!! I pozdrawiam!!!

  • VIII SPOTKANIE (05.07.2012) „KUCHNIA FRANCUSKA”
Ku wielkiej radości Sylwii, na początku zrobiliśmy zupą rybną z szafranem (Sylwia bowiem uwieeeelbia rybki).

Zupa wyszła nam… średnia…w zasadzie taka…byle jaka… Pan Łukasz spróbował… i poprosił drugiego kucharza, żeby przygotował nam swoją wersję tej zupy. I… o matko… To dopiero była rozkosz dla podniebienia!!! Idealne połączenie smaków…pychotka!!! I nawet Sylwii smakowało:-) Stała się wręcz rybnym fanem!

 Następne danie- to było coś! Mistrzostwo świata! Z tak banalnych składników zrobić coś takiego- WOW! I wiem, że zdjęcie tego nie oddaje, ale uwierzcie mi- ten kurczak był mega zarąbiaszczy! I przy najbliższej okazji go zrobię. No, tyle że chyba kupię jedynie piersi z kurczaka, a nie całe ptaszysko;p No bo właśnie, na początku dostałyśmy CAŁEGO kurczaka, od którego trzeba było odrąbać co nieco… Ja oczywiście swój kawałek schrzaniłam, bo odcięłam nie w tym miejscu co trzeba;-/ Frajdy było mnóstwo, ale danie i tak wyszło przepyszne!

No i nadszedł czas deserów… Nareszcie!!!:-)

Przygotowałyśmy ‘tartą sióstr Tatin z miętą i kardamonem’. Początkowo miałyśmy (jak zwykle;p problemy z palnikiem, i nie dość że zaczynałyśmy robić dosyć często jako ostatnie, to przy okazji trzaskałyśmy zdjęcia i wiecznie byłyśmy na końcu:-) Ale to co…teraz przynajmniej mamy cudną pamiątkę!

Jeśli chodzi o samą tartę- niebo w gębie!!! Cud, miód i orzeszki! No po prostu rewelka!! Jabłka z miętą w karmelu zapieczone na ciastku francuskim….odlot!!!!

Ostatnie danie, jakie zrobiłyśmy to” ‘letnie ciastko francuskie’ i ja myślałam, że ten poprzedni deser był pyszny…Hm…letnie ciastko było jeszcze smaczniejsze!!! A ten krem z żółtek…….Ach…

 
 
  • PODSUMOWANIE

Na początku chciałabym serdecznie podziękować panu Łukaszowi i Rafałowi za świetne warsztaty kulinarne!!!! Bawiłam się u Was przednio, najadłam się porządnie no i przede wszystkim bardzo dużo się nauczyłam (no i przy okazji uświadomiłam sobie jak niewiele jeszcze potrafię:-).

Wielkie dzięki również należą się obsłudze hotelu- jesteście wszyscy super sympatyczni i profesjonalni!!! SZACUNECZEK oraz panu Longerowi-kucharzowi, który od czasu do czasu nam pomagał i doradzał:-)

Atmosfera na warsztatach była świetna i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do Was wpadnę:-) mieszkam w końcu za płotem, hihi.

No i czas na małe podsumowanko:

Jestem z siebie dumna, bo w końcu umiem robić porządny karmel, wiem jak ciachać nożem (tzn. wiem to w teorii, w praktyce- już gorzej:-) i nauczyłam się robić mnóstwo ciekawych dań.

Do moich ulubionych zaliczam:

*sorbet z malin z olejem z pestek dyni

*gnocchi primavera

*kurczak na sposób tajski

*krewetki w cieście spring roll ze słodkim sosem śliwkowym

*Banoffee Pie

*polędwiczka wieprzowa nadziewana masłem szpikowym

*puree z buraczka

*kurczak w karmelu

*supreme z kurczaka z szalotką i grzybami

*letnie ciastko francuskie

To są te dania/desery, których smak zapamiętam na długo:-)

Na koniec warsztatów dostaliśmy dyplomy i było mi strasznie miło, bo na dyplomach było wydrukowane zdjęcie zrobione przeze mnie:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczane na tym blogu są mojego autorstwa. Nie zgadzam się na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody. Dz. U 1994 nr 24 poz.83
  • Kategorie